Jednego z meneli, co dzień koło Bagateli
widuję co rano - on za nic ma guano
Widać lud Krakowa jeszcze jest świadom
by nie przeszkadzać gołębim obradom
Rycerzom odwiecznym, co króla czekają
Przeszkadzać nie wolno; o ich strawę dbają
Ów men(el) - mieszkaniec ławki w Plantowym Hotelu
Jest jednym z tych, których u nas wielu
On jeden z poświęceniem jako karmnik służy
(Widok jak z Hitchcocka - obraz ptasiej burzy)
Może to wielbiciel "Ptaśka" - ustami je karmi,
Albo nosorożec - jak pan ptasiej armii...
I nasi notable co w gołębie wierzą,
Nie gonią ptaka,
bo gołąb jest czysty
(nosi w sobie... może ze trzy glisty)
Efekt karmienia, co problemem bywa
Rano po prostu szlaufem* się umywa
Więc Panowie, Panie: Nie walczmy z ptakami!
Że wrzeszczą, że brudzą, razem z menelami
A niech tak zostanie! mnie wszak chodzi o to
bym torsji nie dostał, idąc tam piechotą
* znów niemiecki wyraz